poniedziałek, 10 października 2016

Retrospekcja. Czyli dlaczego warto mieć dobre buty?


Tutaj zawsze jest pięknie

Niektóre wypady w góry, kolokwialnie mówiąc wyrypy (tak, wiem oznacza to zupełnie co innego, w stosunku do tego, co później zostanie tam niżej stworzone, ale po prostu spasowało mi to słowo) zostają w naszej pamięci mimo upływu czasu. I tak też jest z tą.

Nie mogłam sobie darować, aby ta ekspedycja mi umknęła, nie zostając tutaj uwieczniona.

Owe rzeczy działy się w kwietniu. Znowu był to powrót po dłuższej nieobecności na tatrzańskich szlakach. Pewnego pięknego, marcowego dnia, prezentując swój wysoki poziom w grze zwanej kręgle podjęliśmy wraz ze znajomymi decyzję.
- To co, może w Tatry?
(Oczy mi się zaświeciły jak pięciozłotówki!)
- Jasne! To ja mogę ogarnąć i załatwić wszystko.
I zaczęło się.

Ogarnęłam. Załatwiłam (tak lubię to robić, polecam się). Padło na schronisko w Dolinie Roztoki. To był genialny wybór.

...

Plecak- spakowany. Większy niż ja sama (standard). No to jedziem! Tatry nadciągamy.

So let's party started

Jak to ja, pogodoholiczka- znajomi potwierdzą, że nałogowo sprawdzam prognozę pogody.
Sprawdziłam. Średnio to wszystko wyglądało. Miało padać, a deszczu to akurat najmniej pragnęłam na tym wypadzie. No, ale z cukru nie jestem, biorę to na klatę. Dwa mówią, że optymiści to umiarkowani kretyni, tak więc w tym aspekcie optymistką byłam i jestem.
Nie wiem jak to się dzieje, ale ile razy jestem w Tatrach, to pogoda albo się poprawia albo jakimś cudem nie pada. Jak łatwo można wydedukować, rzecz jasna nie padało. Ba.. było ciepło. Na szczęście nosy były tym razem całe.


Część naszej ekipy, żwawo gna do przodu

Z racji iście ekstremalnych warunków, jakie panowały w naszych pięknych, polskich górach (po prostu było trochę śniegu), postanowiliśmy, że odwiedzimy Piąteczkę (Dolina Pięciu Stawów). Pragnąc objaśnić użyte słowo "trochę śniegu"- dla niektórych okazało się walką o życie ;). W końcu mieliśmy kwiecień, a w kwietniu trochę tego białego jest.


Tutaj zmierzamy

Ale po kolei. Docieramy do Zako. Następnie obieramy kierunek Palenica. Kolejno nasza ulubiona, asfaltowa trasa do Moko (Morskiego Oka). Tam jak te wielbłądy na polskiej ziemi zmierzamy w kierunku naszego miejsca pobytu, odbijając na trasie w lewo. W trudach i znojach, z przygodami docieramy do schroniska, które z racji na swe położenie, jest często pomijane (a nie powinno!).
Roztoka przywitała nas słońcem i ciszą. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w trochę innym świecie. To było miłe wrażenie. Miejsce, ludzie, klimat i... jedzenie urzekły mnie (jadłam tam najlepsze naleśniki ever, powaga!).


Prawda, ze piknie?
Nasza wspaniała hacjenda

Mówili, że będzie padać. Tak oto padało w niedzielę

Oprócz naleśników, śniadanie również było pierwsza klasa

Przyspieszając przebieg wydarzeń, zostawiamy nasze ogromne plecaki i obieramy kierunek Dolina Pięciu Stawów. Część osób z naszej ekipy w górach bywała dość sporadycznie (do tej pory). Skutkowało to tym, że pewne osobniki dobrych, górskich, nieślizgowych (?) butów nie posiadali. A właściwie była to jedna osoba (pozdrawiam :) ).


No to zaczynamy! Póki, co spokojnie
Kwietniowy śnieg, złego początki (dla niektórych)


Im wyżej, tym śniegu było coraz więcej; w sensie, że prawie po kolana. Liczyłam na ciut inny krajobraz, ale im trudniej, tym większa zabawa i rzecz jasna satysfakcja. Wiadomo- wspomnienia zostają.


Niektórzy nawet na początku się cieszyli- naiwni

Do Piątki dostaliśmy cali i zdrowi, po drodze spotkaliśmy jeszcze skitourowców (co mam nadzieję zobrazuje wam, że śniegu było sporo).


W drodze do Doliny Pięciu Stawów (czarny szlak) /pic. Ulson


Plan zakładał zejście szlakiem niebieskim, a następnie zielonym obok wodospadu Siklawa, jednak osoby wracające uprzedziły nas, że dość mocno zaczęło sypać i wygląda im to na burzę śnieżną (podejrzewałam bardziej lekką zamieć, ale niech im będzie).


Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich jest najwyżej położonym schroniskiem górskim w Polsce (1671 m n.p.m.)

Pięciostawy, to w zasadzie nie pięć, a sześć stawów



Nasza skromna ekipa ekspedycyjna

Schodzimy tak, jak weszliśmy, czyli czarnym szlakiem. Tzn. schodziliśmy to duże słowo, bardziej przypominało to zjazd i raki tutaj wcale nie okazałyby się głupotą.
Dzięki Bogu za facetów na tym świecie! Gdyby nie jeden superhero jedna z naszych współtowarzyszek miałaby nie lada kłopoty (wspominałam już, że to były najki?). Na całe szczęście przeżyliśmy wszyscy. W nagrodę były roztockie naleśniki z borówkami. Wsunęłam dwa, rzecz jasna z bitą śmietaną (a co!).


Niedzielne selfie piękniejszej części ekipy /pic. Ulson
Niedzielę spędziliśmy nad Morskim Okiem.


W drodze do Moka


Fotogeniczne jak zawsze Mięgusze, czyli Mięguszowieckie Szczyty (patrząc od środka, od lewej: Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Pośredni i Wielki), na prawo załapał się również Mnich

Tak Rysy, na was również będzie pora (po raz kolejny)

Przyłapana

A tak już na serio, wyciągając wnioski z owej kwietniowej wyprawy.
Góry, to najfajniejsza rzecz jaka powstała na naszej planecie.
Dlaczego?
Bo dzięki nim kolekcjonujemy piękne wspomnienia, kształtujemy swój charakter, łamiemy swoje bariery, spotykamy cudownych ludzi i co najważniejsze sprawdzamy siebie. Uczymy się jak nie odpuszczać, jak nie odpuszczać tam w górach i jak nie odpuszczać w życiu, będąc tu na nizinach. Wcale nie trzeba wybierać się na najwyższe szczyty, aby takich przeżyć doświadczać.
Jak widać na wyżej przytoczonym obrazku w najwyżej położonej dolinie po polskiej stronie Tatr również można modlić się o przeżycie ;).

P.S. Pragnąc uspokoić wszystkich nasza zdobywczyni Piątki w śniegu, zakupiła już odpowiednie obuwie. Dodatkowo dzięki tej właśnie osobie odważyłam się w końcu iść na Orlą, nie muszę wspominać, iż kwietniowy wypad stał się dla niej i dla nas wszystkich początkiem pięknej przygody i przyjaźni. Udało zarazić się kolejne osoby górami.
Enty już raz w życiu przekonałam się, że spontany są najlepsze!
Odwagi, bo marzenia na prawdę się spełniają! ;)


Kiedy Twoi współtowarzysze podróży nie są zbyt normalni, a co za tym idzie ty sama również nie jesteś


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz